W czasie okupacji Paweł Trzciński, z zawodu urzędnik skarbowy, prowadził w Biłgoraju przy ulicy 3 Maja skup skór przejęty po żydowskich właścicielach. Jak wspominałą jego córka: „Cały czas zatrudniał Żydów, mimo że Niemcy domagali się, żeby ich zwolnić. Ojciec tłumaczył, że nie ma takich fachowców wśród Polaków, którzy mogliby odpowiadać tej pracy. Chodziło o to, żeby im pomóc. Rodzice bardzo współczuli Żydom, że są tak prześladowani. Traktowali ich nie jak Żydów tylko jak ludzi”.
Z okien domu Trzcińskich doskonale widać było wydarzenia wiodące do końca wielowiekowego istnienia wspólnoty biłgorajskich Żydów – jesienią 1942 r. Niemcy spędzali ich na plac po spalonych domach, by następnie przepędzić ich do getta, a później na śmierć – do obozu zagłady w Bełżcu.
Tym Żydom, którym udało się uniknąć deportacji, udało się w drewnianym magazynie skupu skór zbudować kryjówkę – wąskie pomieszczenie między ścianą magazynu a sąsiednim pomieszczeniem, gdzie schroniły się dwie rodziny, w tym rodzina Kandel (lub: Knadel). Nie informując o tym gospodarzy, ukryli się tam, a z czasem nawiązali kontakt z matką Gabrieli która dostarczała im żywność.
Kryjówka funkcjonowała tylko przez kilka miesięcy – do lutego 1943 r. Kiedy do magazynu przyszedł gestapowiec usłyszał za ścianą płacz. Istniała również druga wersja, którą po wojnie przekazali córce Trzcińskich żołnierze AK – jej rodziców miał wydać miejscowy Polak, zazdrosny o dochodowy skup skór.
17 lutego 1943 r. rano Niemcy przyszli na rewizję do domu i zakładu Trzcińskich. W mieszkaniu byli wówczas rodzice i Gabriela. Dziewczynie dzięki odwadze udało się wyjść z budynku i uniknąć aresztowania. Z oddalenia obserwowała, jak Niemcy wynoszą z domu rzeczy, podjeżdża furgon, a po chwili na podwórzu pojawia się szef gestapo, Kolb, z wielkim psem. W tym czasie w magazynie odnaleziono kryjówkę i ukrywających się Żydów – zostali rozstrzelani na miejscu przy ulicy 3 Maja.
Wisławę i Pawła aresztowano, poddając ich brutalnym przesłuchaniom. Wisławę szczególnie katowano – bito m.in. nartami córki; rany ropiały, a kolejne „badania” polegały na ponownym biciu po niezaleczonych obrażeniach. Po krótkim, lecz wyjątkowo brutalnym śledztwie Wiesława i Paweł zostali 2 marca 1943 r. wywiezieni za miasto, w stronę Zamościa, i rozstrzelani, a ich ciała przewieziono z powrotem na podwórze więzienia.
Ówczesny burmistrz Biłgoraja, Goliński, interweniował w gestapo, prosząc o zgodę na pochówek w trumnach i na cmentarzu miejskim – argumentował, że jako obywatele Biłgoraja mają prawo do pogrzebu na koszt miasta. Niemcy ostatecznie zgodzili się. Pogrzeb był skromny i nadzorowany: na furmance z trumnami siedział gestapowiec, który groźbą powstrzymywał rodzinę przed zbliżeniem się do grobu; ziemię zrównano, ktoś później postawił brzozowy krzyż. Po wojnie córka zamordowanych uporządkowała grób i ufundowała tabliczkę.
Dom Trzcińskich został przejęty przez gestapo na główną siedzibę w Biłgoraju – miejsce, w którym wcześniej prowadzono tajne nauczanie i nasłuch radiowy, zamieniono w siedzibę katów.
W 2020 r., z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej, przed cmentarzem żydowskim przy ul. Marii Konopnickiej w Biłgoraju odsłonięto pomnik poświęcony Wisławie i Pawłowi Trzcińskim, upamiętniający ich odwagę i poświęcenie w ratowaniu żydowskich współobywateli.
W czasie Zagłady zginęło około 15 000 żydowskich mieszkańców powiatu biłgorajskiego. Nieliczni przetrwali w kryjówkach – zarówno w lasach jak i w domach odważnych ludzi. W związku z pomocom Żydom Niemcy represjonowali kilkudziesięciu mieszkańców powiatu.






