Facebook Image

Main Menu

Zagroda Sitarska

spacer2

pbherb

Muzeum Ziemi Biłgorajskiej 
w Biłgoraju jest samorządową
instytucją kultury finansowaną
przez powiat biłgorajski

 

posiadamy w sprzedaży:

Dukat lokalny Cietrzew

żeton mosiężny

monety

KARTA DUŻEJ RODZINY

 

 

Muzeum jest przystosowane

do zwiedzania przez osoby

niepełnosprawne ruchowo.

 

O sitarstwie biłgorajskim

O sitarstwie biłgorajskim słów kilka

Według miejscowego podania, rozpowszechnianego przez sitarzy biłgorajskich i ich potomków jeszcze w pierwszej połowie naszego stulecia, ludność Biłgoraja nauczyła się sitarstwa od przybyłych z Węgier Cyganów. Miały to być sita wykonywane ze skóry, odpowiednio podziurkowanej i rozpiętej na drewnianej obręczy. Jednakże, jakkolwiek znany jest fakt stosowania w innych częściach kraju i poza nim tej metody wyrobu sit, tutaj należałoby w odniesieniu do genezy miejscowej produkcji sit odrzucić tę interesującą historię.

Analizując, bowiem wczesne formy rzemiosła sitarskiego na terenie Rzeczypospolitej, rozmieszczenie najstarszych ośrodków produkcji sit na terenie kraju, daje się zauważyć istnienie już w XVI w. dwóch zdecydowanie najstarszych i najbardziej znanych ośrodków: Goszczyna na Mazowszu i Rakowa na Ziemi Kieleckiej.

Najprawdopodobniej z tych to ośrodków, w których nastąpiło pewne pogorszenie warunków pracy, część rzemieślników przywędrowała do nowo lokowanego na prawach miejskich (1578 r.) Biłgoraja. Być może zwabiły ich tu dobre warunki surowcowe – obfitość drewna sosnowego i świerkowego w otaczającej Biłgoraj Puszczy Solskiej; duża ilość włosia końskiego z rozpowszechnionej hodowli koni tu, jak i na pobliskiej Ukrainie. Być może skusiły ich ulgi i ułatwienia stosowane przez pierwszych właścicieli miasta (ród Gorajskich) będące zachętą do osiedlania się. A może oba te czynniki stały się tu decydującymi.

W każdym bądź razie wiele historycznych źródeł wskazuje na to, że pojawienie się sitarstwa w Biłgoraju możemy odnieść do początków XVII w.

O tym zaś, że rzemieślnicy – sitarze stanowili zorganizowaną grupę świadczyłoby to, że najprawdopodobniej już w XVII w. byli związani prawem cechowym, zawierającym podstawy organizacji produkcji oraz normującym całokształt życia cechu.

Tak zwany „odnowiony", któryś zresztą z kolejnych, statut cechowy nadany przez Konstancję Marię Szczuczynę, starościnę wąwolnicką i dziedziczkę Biłgoraja, a spisany w Kurowie w dniu 20 czerwca 1720 roku, następnie zresztą wielokrotnie potwierdzany przez późniejszych dziedziców i właścicieli Biłgoraja, podawał, że:

  • władzę zwierzchnią nad cechem sprawowali dwaj cechmistrze (starszy i młodszy), wybierani przez wszystkich majstrów - członków cechu, do nich należało organizowanie produkcji, czuwanie nad zabezpieczeniem zaopatrzenia w surowce oraz przyjmowanie nowych członków,

  • przyjmowani do cechu wpłacali wpisowe w kwocie 12 groszy do skrzynki cechowej i następne 12 groszy dla pisarza prowadzącego rejestr,

  • ulgi w opłatach stosowano wobec przyjmowanych do cechu synów sitarzy, tzw. "ojcowiczów” oraz tych czeladników, którzy żenili się z wdowami po sitarzach,

  • kandydaci do cechu przechodzili 12 tygodniowy okres próbny, po którym, w przypadku pozytywnego finału, prowadzeni byli przez cechmistrza do ratusza, gdzie po przedstawieniu tzw. listu dobrego urodzenia już jako nowi członkowie otrzymywali prawa miejskie,

  • o ponowne przyjęcie do cechu musiał ubiegać się sitarz, który poza granicami miasta przebywał dłużej niż rok i 6 tygodni.

Nad właściwą jakością i zgodnością z normami cechowymi, tzw. płócienek, które na ręcznych warsztacikach, zwanych krojscami tkały wyłącznie kobiety – żony, matki i siostry sitarzy) oraz pracownice najemne, czuwały wyznaczone przez cech dwie tzw. "siostry starsze".

Mężczyźni – sitarze zajmowali się w owym czasie przygotowywaniem drewnianych łubów, oprawianiem na nich utkanych z włosia końskiego przez kobiety płócienek, a następnie sprzedażą gotowych wyrobów. Według statutu handlem sitami w owym czasie mógł się zajmować wyłącznie producent. On, więc na pobliskie jarmarki nosił lub woził gotowe wyroby. W przypadku zaś dalszych wypraw zabierał przygotowane płócienka oraz zestaw narzędzi, przy pomocy, których mógł po przybyciu na miejsce i wyszukaniu odpowiedniego drewna do produkcji łubów oprawiać płócienka i sprzedawać gotowe sita.

Wczesny okres rozwoju sitarstwa opierający się na wewnątrzrodzinnym podziale pracy i wyeliminowaniem (poprzez statutowe zapisy), pośrednictwa w przynoszącym największe zyski handlu zapewniał sitarzom biłgorajskim wysokie dochody i przez to bardzo dobrą sytuację materialną.

Już w XVII, a później w XVIII w. biłgorajskie sita masowo wywożone były na rynki zagraniczne. Udokumentowany jest fakt ich ówczesnego "eksportu" tak do Europy Zachodniej (Niemcy, Skandynawia) jak i do krajów Orientu (Persja, Turcja).

Koniec w. XVIII i w. XIX to okres, kiedy Biłgoraj znajdował się praktycznie w obszarze Królestwa Polskiego – zaboru rosyjskiego i stąd, prawie, że cała produkcja, wędrowała na teren Imperium Rosyjskiego. Tutaj z kolei da się wyróżnić dwa szlaki, po jakich wędrowały biłgorajskie sita: północny – kierunek na Moskwę i Petersburg oraz południowy – Kijów, Odessa, Krym. Niewątpliwie najdalszym zasięgiem występowania biłgorajskich sit są, znajdujące potwierdzenie w źródłach, ich ślady w środkowoazjatyckiej Bucharze.

W związku z częstą i długotrwałą nieobecnością mężczyzn w domu, główną rolę zaczęły pełnić kobiety. One to, oprócz stałej produkcji płócienek, musiały przejmować nadsyłane od mężów pieniądze i surowiec, bądź też same troszczyć się o jego pozyskanie. Trzeba pamiętać, że kobiety te zajmowały się również prowadzeniem gospodarstwa domowego, a i nierzadko rolnego, zatrudniając najczęściej do tych prac jednego lub dwóch najemnych parobków czy też służącą dziewczynę. Jak podają źródła, doszło nawet do tego, że tak męski obowiązek, jakim były tzw. straże nocne w mieście spadał na kobiety, które odbywały go same, chodząc w nocy po kilka z kołatką w ręku.

Wzrastający popyt na sita spowodował, że w drugiej połowie XIX w. zrezygnowano z wewnątrzrodzinnego systemu na rzecz systemu nakładczego. Kobiety chcąc sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu na płócienka zaczęły przyjmować do pracy ubogie dziewczyny z okolicznych wiosek, które terminowały przez sześć lat w warsztatach sitarskich, przy czym pierwsze trzy lata obywało się to bez zapłaty, zaś w następnych trzech latach za każde utkane płócienko gospodyni wypłacała dziewczynie jeden grosz. Stąd też w okolicy przyjęła się nazwa określająca te dziewczyny mianem "Groszówek".

Jednocześnie mężczyźni zaczęli na szlakach handlowych łączyć się po kilku lub kilkunastu, wraz ze swoimi synami i czeladnikami w ramach tzw. "towarzystw". W ich ramach nastąpił podział zadań między tzw. "kupców", "gospodarzy" i "towarzyszy". Za podziałem zadań poszło też i zróżnicowanie podziału zysków. Część sitarzy stawała się siłą najemną u bogatszych. Bogatsi "kupcowie" dostarczali do warsztatów biłgorajskich skupowany w trakcie wędrówek surowiec (końskie włosie) w zamian za wyprodukowane płócienka, pozostawiając w warsztacie niewielką ich część jako zapłatę.

W połowie XIX w. rzemiosło sitarskie zwróciło uwagę kupców żydowskich. Zaczęli oni sprowadzać włosie z Rosji i sprzedawać je sitarzom lub zamieniać na gotowe wyroby, podporządkowując sobie z czasem całe sitarstwo biłgorajskie. Podporządkowanie przez kupców żydowskich sitarek zajmujących się wyrobem płócienek, polegało na zastosowaniu tzw. „iścizny”. Otóż kupiec dostarczając surowca (włosia) nie brał od sitarek gotówki, lecz z partii wykonanych przez nie płócienek pozostawiał im niewielką część, która w późniejszym okresie ulegała sukcesywnemu zmniejszaniu. Sitarki z kolei, pozostawione im płócienka na własną rękę sprzedawały i to dopiero stanowiło zapłatę za ich pracę. Oczywistym było, że w tym momencie warunki umowy i ceny dyktowali kupcy.

System nakładczy, noszący znamiona nowej rodzącej się epoki – kapitalizmu – doprowadził do rozpadu się systemu cechowego, w miejsce rzemiosła pojawił się swoisty przemysł.

Zubożenie sitarek spowodowane było także faktem wyrośnięcia im konkurencji. Otóż po raz pierwszy pod koniec XIX w. do produkcji płócienek przystąpili Żydzi. W przeciwieństwie jednak do sitarek, które tkały je od rana do wieczora na swych ręcznych warsztacikach, zastosowali oni nowa metodę ich wykonywania na znacznie ulepszonych warsztatach nożnych. Oczywistym jest w tym wypadku, że przy pomocy tych niewątpliwie wydajniejszych i nowocześniejszych warsztatów, szybko ich wyroby zaczęły wypierać produkcję sitarek. Zastanawiający jest jednak konserwatyzm w podchodzeniu do tej niewątpliwie nowinki technologicznej, przejawiany przez sitarki. Mimo możliwości podjęcia pracy nowa metodą, z uporem trwały przy metodach starych, ba, nawet z przekorą, wbrew oczywistym faktom stwierdzały, że ich praca jest skuteczniejsza i wydajniejsza.

Pod koniec XIX w. sitarstwu biłgorajskiemu został zadany jeszcze jeden cios. Stanęło ono w obliczu poważnego kryzysu. Przyczyną tego stanu rzeczy była prawie zabójcza dla sit wyrabianych z włosia końskiego konkurencja tańszych i masowo produkowanych w fabrykach sit drucianych. Jednakże czas pokazał, że jakkolwiek tańsze sita druciane stanowiły faktyczną konkurencję dla zastosowania ich we wszelkiego rodzaju spichrzach, młynach, magazynach zbożowych, to w gospodarstwie domowym, w kuchni, w związku z ich częstym korodowaniem, okazały się mniej praktyczne.

Trwające nadal, choć zmniejszone zapotrzebowanie na biłgorajskie sita pozwalało w dalszym ciągu funkcjonować sitarstwu biłgorajskiemu. Jednakże rozwój jego uległ znacznemu zahamowaniu.

Wybuch I wojny światowej i zmiany polityczne oraz administracyjne (zamknięcie przede sitarzami biłgorajskimi niezmiernie chłonnego rynku rosyjskiego) doprowadziły do prawie całkowitego upadku tego rzemiosła. Zmniejszyła się drastycznie liczba warsztatów, w których pracujący, będąc wyzyskiwani przez nakładców, z ledwością zarabiali na swoje utrzymanie.

Minęły, więc czasy świetności biłgorajskiego sitarstwa. A wraz z nimi po-woli zaczęły mijać i czasy świetności prężnie dotychczas rozwijającego się miasta.

Charakterystyka biłgorajskiego sitarstwa byłaby niepełna, gdyby nie uwzględnić kilku ciekawych zwyczajów związanych z uprawianym rzemiosłem.

Gdy bogaci sitarze wyruszali na swe daleki i długotrwałe wyprawy w dniu ich wyjazdu odbywały się całodzienne uroczystości. Od rana wylewnie żegnano się z rodziną i ucztowano w domach. Koło południa przenoszono się wraz z wozami pełnymi towaru na rogatki miasta, gdzie koło figury św. Jana, znajdującej się przy drodze wiodącej w kierunku Zamościa następowała kontynuacja uczty. Uczta, koniecznie mocno zakrapiana była wódką i arakiem i połączona była często ze śpiewem i tańcami. Przeciągała się ona często do późnej nocy. Jako, że towarzyszyło temu jednak uczucie smutku - nazywano to "żałosne".

Z kolei, powracającego z kupieckiej wyprawy sitarza pod tą samą figurą witały rodziny, sąsiedzi, przyjaciele radując się z jego powrotu. Wznoszono tam pierwsze toasty, po czym przenoszono się do domu sitarza na wspaniałą ucztę. Wśród gości honorowych występowały zwykle znakomitości miejskie w osobach burmistrza czy też proboszcza. Stoły zastawiano najczęściej przywiezionymi z wędrówek smakołykami, suszoną rybą, bakaliami, słodyczami, winem węgierskim. Czasami u bogatszych sitarzy pojawiał się i kawior. Wesołe, powitalne toasty wznoszono najchętniej miejscowym specjałem, tzw. "krupniczkiem" to jest mieszaniną wódki z miodem i korzeniami. Jako, że radość przepełniała wszystkim serca, zwyczaj ten nazywano "radosnym".

Sitarz, sławni "biłgoraje" byli urodzonymi gawędziarzami. Jeżdżąc po szerokim świecie dużo widzieli i słyszeli. Prowadząc koczownicze życie w trakcie wędrówki z jarmarku na jarmark zabawiali się przy ognisku często śpiewem, opowiadaniem baśni i legend. Niekiedy deklamowali, śpiewali i popisywali się swoim krasomóstwem i dowcipem. Niektóre przyśpiewki nosiły charakter swoiście powiązany z rodzajem wykonywanego zajęcia:

 

Dziwują się ludzie, za co sitarz pije,

za to krzywe sitko, co po nocach szyje.

 

A kto chce rozkoszy użyć,

niech idzie w sitarkę służyć,

Sitarz siedzi, łuby toczy

i zapłakał sobie oczy.

 

Taki sam charakter nosiły też niektóre miejscowe przysłowia bądź też zagadki:

Opuszczona jak biłgorajka

Pracowita jak sitarka

Sitarza to i diabli do piekła nie wezmą

W lesie ścięte

w domu zgięte

a po babskich rękach chodzi (Przetak)

 

Żony i dziewczęta odprowadzające swych mężczyzn często na przykład śpiewały przekomarzając się:

Oj stało mi się stało,

co mi się miało stać

siedem łokci krajki

nie może mie obstać.

 

Do niewątpliwych ciekawostek z pewnością należałoby zaliczyć tzw. tajny język sitarski "okrątkowy", stanowiący interesujący przykład gwary środowiskowo - zawodowej. Posługiwali się nim sitarze w trakcie swoich wędrówek, w obecności ludzi sobie obcych, nie chcąc, chociażby ze względu na tajemnice handlowe być przez nich zrozumianym.

Do naszych czasów dotrwało tylko niewiele słów z tego języka: chleb - kiner, kiełbasa - pento, mięso - uszo, dziewczyna - giera, chłopak - chlust, książka - kłopotnica, paszport - motyl, sito - cegła, wódka - parucha, złodziej – repik, Żyd, - Cikut, Mołdowianin – Ślidź, Ruski, Rusin – Łapeć, Niemiec – Pluder, przedstawiciel władzy carskiej – Moskal.

Bardzo interesujące są oceny dokonywane przez współcześnie żyjących a dotyczące portretu biłgorajanek. Wskutek wspomnianych wyżej wyjazdów, często pozostawały przez długi okres w domu same. Zajmując się pracami o charakterze prac męskich (handel, stróże nocne itp.) szybko się wyemancypowały i to na długo, przed pojawieniem się tego ruchu w Europie i na ziemiach polskich. I to właśnie "swoiste wyzwolenie się" nie spodobało się niektórym współczesnym.

Jeden z nich pisał: "To zostawianie żon samych prawie ciągle, przy ich wielkiej urodzie, wpływa ujemnie na moralność biłgorajanek. Więcej się one czują wspólniczkami handlu niż żonami i częste są dowody lekceważenia". Inny zaś dodawał: "Pijaństwo jest tu bardzo rozpowszechnione. Żony, bowiem bez mężów, (którzy chodzą wciąż za dorobkiem) pozostawione same w domu oddać się mogą swym namiętnościom; jeżeli są młode, szukają sobie kochanków (jednak zepsucie to nie jest bynajmniej powszechne); jeśli stare, chodzą na wódkę z kumoszkami".

Jednak na szczęście, nas wszystkich, miasto Biłgoraj zamieszkujących, już w 1902 r. zaprzeczono tym opiniom pisząc: "O rozwiązłości i pijaństwie kobiet biłgorajskich wspominają dawniej w kronikach i opisach, nic obecnie nie słyszałem i sam stale mieszkając w tych stronach czegoś podobnego, aż do uogólnienia nie widziałem. Natomiast o oszczędności, zapobiegliwości i samodzielności czysto męskiej u kobiet (...) wspomnieć należy".

J.W.